„Villa skradła mi serce” – wywiad z Danielą Kosińską

Aktualności Publicystyka Wywiady

W lipcu 2019 roku do polskich kibiców dotarła fantastyczna wiadomość – do damskiej drużyny Aston Villi dołączyła Daniela Kosińska, polska bramkarka. Z utalentowaną i sympatyczną zawodniczką porozmawialiśmy o aktualnej trudnej sytuacji, o tym jak czuje się w nowym klubie, początkach jej kariery, celach, marzeniach, wzlotach i upadkach, a także o… graniu w FIFĘ. Zapraszam do lektury!

Wszystkie materiały foto i wideo użyte w tym artykule pochodzą z prywatnego archiwum Danieli Kosińskiej.

Filip Janowski/AVFC.PL: Cześć! Jak się odnajdujesz w tej pokręconej sytuacji? Zostałaś w Birmingham czy wróciłaś spędzić ten czas w domu rodzinnym?

Daniela Kosińska: Na pewno ciężko się odnaleźć jako tako każdemu między innymi dlatego, że nikt z nas wcześniej nie był w takiej sytuacji. Ja, jak i wszystkie zagraniczne piłkarki Aston Villi zostałyśmy w the UK. Treningów wspólnych nie ma, co nie zmienia faktu, że mamy rozpiski do robienia, są ciężkie obciążeniowo. Ten cały okres jest traktowany z profesjonalnego punktu widzenia jako taki pre-season, by nie schodzić z obciążeń, na których pracowałyśmy wcześniej. Roboty jest masa. Oprócz rozpisek i treningów mamy na każdy tydzień zadania do realizowania, tutaj się to nazywa workshop. Od analizy meczy po postawione problemy i szukanie rozwiązań. Generalnie dużo myślenia (śmiech). Spotkania online ze sztabem szkoleniowym, dziewczynami. Dużo się dzieje. Do tego dochodzi szkoła i zaliczanie wszystkich prac co minimalizuje wolny czas tak naprawdę do minimum.

FJ: Jakie nastroje panują w klubie?

DK: Mamy swój cel jesteśmy tego wszyscy świadomi. Na nim się skupiamy. Tak jak wspomniałam klub podchodzi do tego bardzo profesjonalnie i robi wszystko aby choć trochę ułatwić wszystkim trudny czas.

FJ: Jak w normalnych warunkach wygląda Twój dzień?

DK: Rano nauka do szkoły, a później wyjazd do klubu 🙂 To wszystko zależy od dnia tygodnia. Godziny są te same. Zmieniają się tylko poszczególne sesje w danych godzinach. Opisze przykładowo wtorek. Spotykamy się na 13:30 w klubie. Czas na fizjo, żarty, rozmowy. 14:30 conditioning (jest to rodzaj treningu, po którym się umiera (śmiech)); 15:30 trening, 17:00 obiad. Później jest czas wolny, lekarz, fizjo, masażysta – co kto potrzebuje. 18:30 odprawa wymagająca kreatywności ze strony zawodniczek. Mamy do wykonania zadania. To my mówimy, a sztab szkoleniowy słucha. 19:00 sztab szkoleniowy przejmuje pałeczkę i to my słuchamy. We wtorek jest to z reguły analiza meczu. 19:30 kolejny trening. 21:00 siłownia i 21:30 prysznic, kolacja lub zabieranie boxa do domu i koło 22:00-22:30 można iść spać i tak w kółko.

FJ: Udaje Ci się znajdować czas dla siebie między treningami? Masz jakieś poza piłkarskie pasje? Z tego co mówisz masz jeszcze na głowie szkołę, i to z tego co wiem – w Polsce, więc pewnie tego wolnego czasu nie ma za dużo?

DK: Tak w tym roku kończę szkołę, więc trochę pracy było i jest. Jestem z tych co żyją piłką 24/7 (śmiech), więc na pewno oglądanie meczy i FIFA zawsze mile widziana.

FJ: (Śmiech) Grasz karierę klubem czy tryb gwiazdy? A może jesteś fanką Ultimate Team?

DK: Swojego czasu grałam Ultimate i byłam wielką fanką, niestety z czasem słabo i teraz już go na to nie poświęcam. Lubiłam tryb gwiazdy i sporo z niego korzystałam. Od jakiegoś czasu przeszłam na zarządzanie klubem, tak że ściągam do Villi zawodników którzy pomogą mi wygrać Champions League (śmiech)

FJ: Wróćmy do piłki. Trenujecie czasem ze sztabem męskiej drużyny? A może piłkarze z męskiego teamu wpadają czasem potrenować z Wami?

DK: Jesteśmy na tym samym obiekcie treningowym co mężczyźni, więc codziennie, że tak powiem, zbijamy piątkę z Johnem Terrym, Pepe Reiną, McGinnem, Grealishem, Mingsem, generalnie z każdym w klubie mamy dobre stosunki. Jeśli chodzi o wspólne rzeczy to są to sesje zdjęciowe, jakieś media sprawy, zdarzą się wywiady itd. czy oglądanie treningu.

Damski i męski team razem – to właśnie jest chyba „Dream Team”? 🙂

FJ: Rozegraliście kiedyś sparing kobiety vs. mężczyźni? 🙂

DK: Oj nie, myślę, że każda drużyna ma inne priorytety i czegoś innego potrzebuje.

FJ: Miałaś dobre wejście w drużynę – pierwszy mecz zagrałaś z Charltonem. Wynik – 4:0. Czyste konto w debiucie to chyba marzenie?

DK: Taki jest futbol, ktoś łapie kontuzje i ktoś wskakuje jako numer 1. Ja się cieszę, że miałam taką okazję i że drużyna, a przede wszystkim sztab był bardzo zadowolony. Na pewno bardzo pozytywne doświadczenie. Być w stanie pomóc drużynie na niełatwym terenie i zgarnąć 3 punkty to najważniejsze.

FJ: Przywykłaś już do gry na tak legendarnym obiekcie jak Villa Park? Jakie to uczucie wychodzić na murawę stadionu z taką historią?

DK: Ojej niesamowite uczucie. Grałyśmy wtedy z Blackburn. Tysiące kibiców, w tym małe dzieci, patrzą na Ciebie jak Ty patrzysz na swoich idoli. To chyba trzeba poczuć, bo nie da się opisać.

FJ: Piłka kobieca w Polsce a w Anglii to duża różnica?

DK: Książkę można by napisać! Diametralna. Ludzie się śmieją zawsze jak mnie o to pytają a ja wywracam oczami, bo po prostu nie wiem od czego zacząć. Od liczby osób w sztabie szkoleniowym, po warunki w jakich trenujemy, szacunek, profesjonalizm, sprzęt, marketing, media, po ilość fanów i kibiców na stadionach. Nie wspominając o tym, że w Anglii jest to pracą, a nie zabawą czy dokładaniem pieniędzy. Tylko też to idzie w dwie strony. Poziom piłki, jakość i szybkość gry czy technika, motoryka dziewczyn jest na dużo wyższym poziomie.

FJ: Jak czujesz się w drużynie dzisiaj, po tych kilku miesiącach aklimatyzacji?

DK: Villa skradła mi serce, że się tak wyrażę. Kocham ten klub i jestem dumna, że mogę być częścią tego projektu. Up the Villa!

FJ: Nawiązałaś bliższą przyjaźń z którąś z piłkarek AV? Pytam, żebyśmy wiedzieli, której mamy szczególnie kibicować! (śmiech)

DK: (Śmiech) Atmosfera w klubie jest nadzwyczajna. Wszystkie bardzo dobrze się dogadujemy co owocuje i tym samym na boisku. Każda na każdej może polegać, ale co ważniejsze mamy bardzo silne relacje nie tylko ze sobą, ale i ze sztabem szkoleniowym. Czujemy się po prostu jedną drużyną i to jaki wkład ma sztab w te wyniki jest niewiarygodny! Jeśli chodzi o taką paczkę to z reguły jest to Sian Rogers, pierwsza bramkarka – przykład jakich mało. Jest naprawdę jedną z takich osób, od których nie tylko można się piłkarsko i bramkarsko nauczyć, ale i mentalnie. Bardzo się cieszę, że mogę wzrastać u jej boku. Do tego dochodzi Melissa Johnson, nasz numer 9 i król strzelców w lidze i prze-pozytywna osoba. Jakieś pranki zawsze w grę z nią wchodzą. Shania Hayles nasz hard worker. Gdy w piątek mamy sesje indywidualne i wybieramy zawsze czy idziemy na regeneracje, czy jogę, czy masaż, czy dodatkową sesje treningową, to my zawsze jesteśmy na treningu. Śmiejemy się, że powinnyśmy zapisać to permanentnym markerem, żeby oszczędzić sobie czas. No i nie można w tej paczce zapomnieć o Elli Franklin – nasza prawa obrończyni. Niestety w październiku zerwała więzadła w kostce i przechodziła operacje. W lutym już biegała i trenowała podania z piłką, tak że gdy tylko wznowimy ligę, powinna być gotowa!

FJ: Trzymam kciuki! Zanim trafiłaś do Aston Villi mało brakowało byś trafiła do innego wielkiego klubu w Anglii. Opowiesz o tym więcej?

DK: Tak, po testach w Villi dostałam maila od Manchesteru United i tak zjawiłam się tam. Przeszłam pierwszą fazę testów, dostałam zaproszenie do drugiej, tam też się pojawiłam. Manchester United wielki klub, nie powiem – wrażenie zrobiło i nie powiem – za dzieciaka był to klub któremu mocno kibicowałam. Niemniej jednak nie był to mój czas w tym klubie. Nie miałam doświadczenia w angielskiej lidze.

FJ: Wyjechałaś zagranicę w młodym wieku, ale na krajowym podwórku zdołałaś już zaznaczyć swoją obecność: w 2015 roku z reprezentacją Dolnego Śląska do lat 16 sięgnęłaś po złoty medal Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, zostałaś też wybrana najlepszą bramkarką tego turnieju – później, w 2016 i 2017 roku też otrzymałaś takie wyróżnienie. Powiedziałbym, że to pewnie te sukcesy i dobra gra w polskich klubach zaowocowały zaproszeniem na testy, ale… znalazłem Twój filmik na YouTube. Kilkuminutowe „demo” pokazujące Twoje umiejętności i podpis „marzę o grze w jednym z najlepszych klubów – jeśli jesteś kimś, kto mógłby mi pomóc w osiągnięciu mojego marzenia, proszę poleć mnie odpowiedniej osobie”. Czyżby zadziałało?

DK: Haha! Pamiętam jak robiłam ten film. Miałam wtedy z 15 lat. Miałam marzenie grać w Anglii jednak czy to dziewczyny w klubach czy nawet Trenerzy, czy jeszcze wtedy rodzice nie brali tego na poważnie. Wiele razy zostałam wręcz wyśmiana. Pamiętam też, że próbowałam wysyłać maile i wiadomości do klubów lecz nie miałam pojęcia jak to zrobić, co skutkowało po prostu nieotrzymaniem odpowiedzi, więc nie, nie poskutkowało.

FJ: Jak to się w ogóle stało, że postanowiłaś podążać w życiu ścieżką piłkarki? Piłka kobieca się rozwija, ale nie jesteśmy USA i wciąż nie jest to u nas sport bardzo popularny, a kiedy zaczynałaś swoją przygodę z futbolem zapewne ta popularność była jeszcze mniejsza.

DK: Oj tak, nie było to popularne, wręcz dziwne, co jest przykre. Cała moja rodzina od strony mamy jest bardzo zakochana w piłce, więc pewnie się zaraziłam (śmiech). Dziadek oraz świętej pamięci brat mojej mamy. Mój wujek i jednocześnie ojciec chrzestny był największy fanem jakiego kiedykolwiek widziałam. Mam nawet takie zdjęcie z nim i z tatą, gdzie miałam może z 2 latka, ale to właśnie Tato poświęcał mi najwięcej czasu. To on ze mną wychodził na boisko, potem jak miałam 7 lat zapisał do lokalnego klubu. Gdzie byłam jedyną dziewczynką. Zawoził na treningi, mecze i był niemal na każdym za co jestem bardzo wdzięczna.

FJ: Po drodze do tego gdzie jesteś teraz nie brakowało przeszkód – za czasów gry dla AZS PSW Biała Podlaska zerwałaś więzadła. Na szczęście się nie poddałaś.

DK: Ojej, to był zdecydowanie najcięższy czas jeśli chodzi o karierę. Czekanie na operacje plus rehabilitacja, po drodze jeszcze komplikacje i wypadłam z gry na blisko dwa lata, ale wtedy także sobie postanowiłam, że ja wrócę, ale nie tylko wrócę do gry, ale na 5 razy wyższy poziom. Szkoda mi było nerwów, zdrowia oraz pracy na naszą polską ligę (jakąkolwiek). Chciałam czegoś więcej. Był to trudny czas, mnóstwo treningów, siłowni, samodoskonalenia, samodyscypliny, bo nikt o mnie wtedy już nie myślał i tego nie wymagał. Ja byłam całkowicie skreślona. Etyki pracy, systematyczności i wielu, wielu innych, ale też nie brakowało łez, potu, i zwątpienia. Mam też podziw do najbliższej rodziny jak to wszystko znieśli (śmiech).

FJ: Ana Jelencić powiedziała w niedawno udzielonym wywiadzie, że trener Dean Klafurić zmienił ją „z dziewczynki biegającej za piłką w piłkarkę”, i że bardzo dużo mu zawdzięcza. Potrafisz wymienić kogoś kto miał podobne znaczenie dla Twojej kariery, komu też wiele zawdzięczasz?

DK: Na pewno wielu osobom. Zaczynając od rodziny, bo robili naprawdę wszystko, abym mogła być coraz lepsza. Trenerowi bramkarzy KS Górnika Polkowice – Sebastianowi Szymańskiemu. Czy Trenerom całej szkółki bramkarzy TGK gdzie bardzo poprawiłam decyzyjność. Czy chociażby mojej aktualnej pierwszej trenerce Gemma Davies, zawdzięczam jej bardzo, bardzo dużo. Na pewno od każdego trenera i trenerki wyniosłam chociażby jedną rzecz, która ukształtowała mnie jako zawodniczkę.

FJ: Pewnym krokiem zmierzasz w kierunku swoich celów i marzeń. Więc teraz sentymenty i zobowiązania wobec Villi na bok – Twoim marzeniem jest zagrać w…?

DK: W WSL na ten moment (śmiech) w barwach Aston Villi, ale oczywiście jest to cel, który najprawdopodobniej już w tym sezonie się wyjaśni! Co jest niesamowicie ekscytujące. Na ten moment nie mam planu zmieniać kraju. Uważam, że za 3-4 lata to będzie najlepsza liga kobiet w na świecie. Nie mówię, że zostanę tu do końca kariery, ponieważ zawsze powtarzam, że w piłce ,,You never know”. Poza tym jestem osobą, która lubi zmiany i nowe wyzwania oraz doświadczenia, ale nie jest to tajemnicą, że poza Villą moje serce bije też dla FC Barcelony i uważam, że byłoby to czymś absolutnie szalonym i świetnym zagrać kiedyś w tych barwach.

Chodzą ploty, że w obliczu kontuzji Heatona John Terry chciał ściągnąć do drużyny właśnie Danielę, a Reina był dopiero drugim wyborem 😉

FJ: A gdyby pozwolono Ci do Aston Villi sprowadzić jedną zawodniczkę, nie patrząc na koszty, to byłaby to…?

DK: Hmm… pewnie Lieke Martens. Umiejętności na wysokim poziomie, jakość gry, szybkość. Typowa skrzydłowa. Poza tym wydaje się przy tym skromna i sympatyczna.

FJ: Szybkie wznowienie w boczny sektor, szarża Martens i gol? (śmiech)

DK: A nie wykluczone! Parę razy udało mi się zanotować asystę bardzo dobrej koleżance, jeśli chodzi o futbol – Karolinie Tylak (UKS Bielawianka Bielawa) czy to w klubie, czy reprezentacji Dolnego Śląska. Miejmy nadzieję, że w barwach Villi też się jakieś wkrótce pojawią.

FJ: Właśnie – wiem, że są różne założenia przekazywane przez trenerów i wszystko zależy od konkretnej sytuacji, ale z czystej ciekawości – wolisz dalekie wykopy, długie wyrzuty, czy może krótkie wznowienie gry ręką? Chodzi mi o to w czym czujesz się najpewniej?

DK: Tak jak wspomniałeś wszystko zależy od danej sytuacji. Wyniku, ustawienia zawodniczek czy przeciwnika, pogody, czy jest to wznowienie akcji z piątki czy też po wyłapaniu dośrodkowania. Ważne, aby czytać grę, skanować boisko i dobrać odpowiednią technikę do danej sytuacji. Osobiście nie mam problemu z żadnym z powyższych rodzajów wznowienia. Niemniej jednak uważam, że mocne strony można dopracować do niezawodnych, a słabsze wznieść na wysoki poziom, więc każdej technice przykładam solidną uwagę i staram się ją opanować jak najlepiej potrafię.

FJ: Jako Lublinianin mocno trzymam kciuki za sukcesy Katarzyny Kiedrzynek, ale jako fan Aston Villi równie mocno kibicuje Tobie. Jak oceniasz szanse na walkę o nr 1 w seniorskiej kadrze w przyszłości? Wiesz coś o tym by trener Stępiński brał pod uwagę powołanie Cię do reprezentacji, czy jesteś raczej na celowniku trener Niny Patalon (U-19)?

DK: Zdecydowanie. Myślę, że marzeniem każdego piłkarza i piłkarki jest dojście do poziomu, gdzie jest się w stanie reprezentować własny kraj. Jest to także i moim celem, i już dziś na to ciężko pracuje. Nic mi nie wiadomo o tym jaki plan Selekcjoner Stępiński ma w kontekście mojej osoby, i czy w ogóle go ma na ten moment. Jedyne co mogę robić to to, co robię zawsze, czyli ciężko pracować i czekać na swoją szansę. Zdaję sobie sprawę, że mamy świetne goalkeeperki jak Kasia Kiedrzynek czy też Kinga Szemik, i będzie to zaszczytem móc od nich się uczyć. Jednak na temat kadry U19 wolałabym się nie wypowiadać.

FJ: Rozumiem. A skoro już o Katarzynie Kiedrzynek wspomniałem – Twój bramkarski wzór to…?

DK: Iker Casillas od dzieciaka. Na ten moment mamy wiele bramkarzy na wysokim poziomie. Z czystym sumieniem mogę wymienić chociażby Ter Stegena czy Jana Oblaka jako aktualny top.

FJ: Trzymam kciuki żebyś sama stała się idolką dla kolejnych pokoleń. Dziękuję za wywiad, życzę powodzenia i mam nadzieję do zobaczenia na Villa Park albo meczach kadry!

DK: Dziękuję bardzo!

Trener Gemma Davies chwali Danielę Kosińską: „… i pomyśleć, że ona ma dopiero 18 lat!”
Dobre występy są również doceniane przez dziennikarzy…
… i kibiców!

1 raz skomentowano “„Villa skradła mi serce” – wywiad z Danielą Kosińską

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *