Są takie mecze, po których wystawianie ocen zawodnikom jest trochę jak ocenianie pożaru pod względem estetyki płomieni. Brighton rozwalcowało nas na otwarcie rozgrywek 4:0, a wszystkie cztery gole padły w pierwszych 31 minutach. Do tego João Gomes zdążył w swoim debiucie w barwach AV w Premier League obejrzeć czerwoną kartkę. Trudno było wymyślić gorszy scenariusz.

Oceniamy w skali 1-10. Ocena danego zawodnika jest wyłącznie subiektywnym odbiorem redakcji
Marco Bizot – 4
Cztery gole w 31 minut. Oczywiście, nie wszystkie można zapisać na jego konto, ale kiedy bramkarz po pół godzinie zdaje się zastanawiać, czy przypadkiem nie pomylił boiska z wejściem na strzelnicę niewłaściwymi drzwiami, to trudno o wysoką notę. W drugiej połowie kilka razy ratował nas przed stratą kolejnych bramek, dzięki czemu uniknęliśmy absolutnego blamażu, ale trudno ocenić występ Holendra pozytywnie.
Matty Cash – 5

Cash był… no właśnie, był. Przy czwartym golu Brighton nie zrobił wystarczająco dużo, żeby zatrzymać akcję. Z przodu też trudno było znaleźć coś, co pozwoliłoby powiedzieć: „przynajmniej tutaj było dobrze”. Nasz prawy obrońca najwyraźniej postanowił wziąć przykład z reszty defensywy i konsekwentnie nie przeszkadzać gospodarzom. A i tak był jednym z lepszych piłkarzy, którzy przyjechali dziś na Wybrzeże.
Victor Lindelof – 4
Gol do swojej siatki na 1:0 to oczywiście nie jest najlepszy sposób na rozpoczęcie sezonu. Problem polega na tym, że Lindelöf POMIMO SAMOBÓJA nie był nawet największym problemem defensywy Villi. Przy drugim golu De Cuyper uciekł mu zdecydowanie zbyt łatwo. Gdyby obrońcy Villi dostawali punkty za wspólne oglądanie, jak Brighton biega za ich plecami, Lindelöf mógłby zawalczyć o MOTM.
PrzyPau Torres – 2
Skoro przy nagrodach jesteśmy, to Hiszpan był dziś kandydatem do wyróżnienia „Nie rób tego więcej”. Fatalne podanie, po którym Brighton dostało pierwszego gola, później strata pod własnym polem karnym, która mogła skończyć się kolejną bramką, a do tego problemy z zatrzymaniem Ruttera przy drugim trafieniu. To był jeden z tych występów, po których obrońca powinien po meczu dostać zakaz dotykania piłki przez najbliższe 48 godzin. Dziwne, że Mings zmienił go tak późno.
Ian Maatsen – 4,5
Na początku meczu posłał niezłą piłkę wzdłuż bramki. Szkoda tylko, że Villa nie miała tam napastnika, który mógłby z niej skorzystać. W obronie było już dużo gorzej.
Boubacar Kamara – 4

Po tak długiej przerwie trudno oczekiwać od Kamary, że od razu będzie wyglądał jak najlepszy pomocnik Premier League, a Brighton nie zamierzało czekać, aż pomocnik Villi przypomni sobie, jak się gra w piłkę. Było ciężko, bezradnie i bez większego wpływu na wydarzenia. W normalnych okolicznościach powiedzielibyśmy: „pierwsze koty za płoty”, dziś jednak cena za ogrywanie Kamary okazała się zbyt wysoka.
João Gomes – 1,5
Debiut marzeń. Żółta kartka na początku spotkania. Strata. Udział przy kolejnym golu przeciwników. Czerwona kartka za GŁUPIE i brutalne zachowanie. Wszystko w około 40 minut. Jeżeli Gomes chciał zrobić na kibicach niezapomniane pierwsze wrażenie, to zdecydowanie mu się udało.
Trudno znaleźć pozytyw. Nawet jego kilka rajdów z piłką nie poprawiło ogólnego wrażenia. Gomes został pierwszym od 2012 roku zawodnikiem, który w swoim debiucie w Premier League dla klubu zobaczył czerwoną kartkę jeszcze przed przerwą. Naprawdę imponujące wejście do zespołu. Chłop może wyjechać z Wolverhampton, ale Wolverhampton z chłopa nigdy nie wyjdzie.
John McGinn – 5
Przynajmniej próbował. Oddał strzał, wygrał kilka pojedynków, posłał kilka piłek do przodu. Tyle że przy 0:4 trudno wystawiać laurkę komuś tylko dlatego, że nie wyglądał na kompletnie zagubionego. Kapitan próbował ciągnąć ten wrak, ale niestety nie dostał holownika.
Ross Barkley – 4
Grał w zasadzie bez klasycznej dziewiątki przed sobą, więc miał więcej swobody. I rzeczywiście – wcześnie odebrał piłkę wysoko i stworzył Buendíi świetną okazję. Tylko że później gdzieś zniknął. W meczu, w którym Villa potrzebowała kogoś, kto przejmie kontrolę, Barkley raczej obserwował wydarzenia niż je kontrolował.
George Hemmings – 5
Trudno mieć pretensje do nastolatka, który dostał pierwszy start w Premier League i został wrzucony prosto pod rozpędzony walec z logo Brighton. Biegał, pracował, próbował. I właśnie dlatego dostaje jedną z wyższych ocen. Nie dlatego, że rozegrał dobry mecz, ale dlatego, że przynajmniej wyglądał, jakby naprawdę chciał w nim wziąć udział.
Emi Buedia – 4,5

Miał sytuację, która przy wyniku 0:0 mogła całkowicie zmienić przebieg spotkania. Nie wykorzystał jej. Później pracował, szczególnie po czerwonej kartce Gomesa, ale bez rezultatu. W takich meczach trzeba wykorzystywać nadarzające się okazje. Zwłaszcza kiedy później okazuje się, że przeciwnik potrzebował zaledwie pół godziny, żeby rozstrzygnąć spotkanie.
Rezerwowi:
Lamare Bogarde (od 74′) – bez oceny
Tyrone Mings (od 74′) – bez oceny
Alysson (od 82′) – bez oceny
Alejandro Garnacho (od 86′) – bez oceny
Garnachometr stoi w miejscu.

Ocena Unaia Emery’ego – 2
Brighton nie wygrało tego meczu jakimś cudownym zbiegiem okoliczności. Villa sama zaprosiła gospodarzy do demolki. Błędy w rozegraniu, fatalne ustawienie, przegrywane pojedynki, brak reakcji i na dokładkę czerwona kartka dla debiutanta. Rok temu mogliśmy mówić o kiepskim początku, w tym sezonie zaczynamy od katastrofy.
Aston Villa miała dziś zacząć sezon Premier League. Zamiast tego przez pierwsze pół godziny wyglądała, jakby Unai Emery na odprawie pomylił datę rozpoczęcia rozgrywek i zapomniał poinformować drużynę, że właśnie gra prawdziwy mecz o stawkę.
Decyzje personalne były nietrafione. Oczywiście można się wściekać na Torresa za błędy czy Gomesa za głupotę, ale ktoś ich dziś desygnował do gry. Ktoś nie zareagował, kiedy widział, że przy 2:0 piłkarze zaczynają się gotować (a Gomes nawet wczesniej). Tym kimś był Unai Emery, i otrzymuje on ode mnie dwójkę, a nie jedynkę, tylko dlatego, że skład został rozdziobany przed meczem przez naszych rywali.
całkiem wysokie oceny, bo 5 dla Casha to dużo za dużo.
Garnaczometr super.
Wszystkie oceny o minimum jedno oczko w dół. Gomes bandyta boiskowy, jak sie nie ułoży pod Unaiem, to bez żalu trzeba go pogonić w styczniu.
Jedyny pozytyw tego meczu to Hemmings, ale i on nie błyszczał.
Kasz przy 2 bramkach 2 złamał linię spalonego. Rzeczywista ocena 2 na szynach.
Ciekawe, czy ta rozpierducha składu, to faktyczny pomysł na przebudowę, czy kolejny w historii klubu symptom znudzenia się “zabawką” przez właścicieli.